Fakty i fikcje o autorce

 

Urodzona przed południem, na terenach zalewowych, po niebezpiecznej, wschodniej stronie Wisły.  

 

Umiejętność czytania i pisania opanowała w wieku przedszkolnym i na tym – dla dobra podatników – powinna zakończyć się jej edukacja. Obydwie filologie, polska i angielska, które psim swędem przestudiowała, okazały się w jej życiu umiarkowanie przydatne. Pod wieloma względami cenniejsze okazało się zdobyte w Poznaniu przysposobienie do przekładania słów na znaczenia.  Słowa i znaczenia kocha w sposób drobiazgowy, czasami nawet zbyt drobiazgowy.  

 

Z dzieciństwa nie pamięta wiele (być może dlatego, że to było dawno), za wyjątkiem wspominanych z nostalgią chorób zakaźnych, dzięki którym mogła unikać kontaktu z ludźmi, zostawać w ciepłym łóżku i po całych dniach czytać.

 

kopia oryginalnej ilustracji autora Edwarda Leara przedstawiająca Akonda of Swat

 

Najważniejsze książki tamtego okresu  to dla niej ,,Akond ze Skwak”, ze względu na życiodajną dawkę absurdalnego humoru, egzystencjalne zadumanie bohatera (,,Kto to, czy co to, skąd, gdzie i jak wziął się Akond ze Skwak?”), no i ponieważ dawało się po niej pisać kredą, oraz ,,Pippi Langstrumpf”, ze względu na Pippi. Trochę jej przykro, że książka o młodocianej feministce Pippi została w Szwecji uznana za ,,rasistowską”.

W akcie protestu nie mieszka w Szwecji.

 

 

 

Absolutnie niemożliwa do wychowania, ze względu na wrodzone skłonności do przekory, oślego uporu i wiercenia dziur w niejednym brzuchu, była zmorą nauczycieli i wychowawców. W przypływie pedagogicznej nieudolności jeden z nich nazwał ją ,,osobą aspołeczną i totalnie nieprzystosowaną”. Do dziś nie stwierdzono, czy miał rację.

 

Kiedyś zatrudniała się w poważnych instytucjach finansowych, ale skończyła z tym w pewien słoneczny, wrześniowy dzień ponieważ uznała, że to błąd i strata czasu.

 

Jest aktywnym członkiem stowarzyszenia miłośników pomidorów i lodów owocowych.

 

Dobre opowieści ceni wyżej niż prawdę i uznaje za źródło i powód istnienia tego, co można nazwać literaturą. Opowieści uznaje za dobre, jeżeli autor ma szacunek do czytelnika, nie wali po jego mózgu słowem ciężkim jak młot pneumatyczny, pozwala co jakiś czas odetchnąć i w środku historii nie zapomina, o czym pisał w pierwszym rozdziale.

 

Wierzy, że czytanie może zmieniać świat oraz w motto ze swojej płóciennej torby, które brzmi: ,,Oczytana kobieta to niebezpieczne stworzenie”. Czyta notorycznie, żre strony jak głodna dżdżownica, choć nie waha się porzucać książek, nawet tych napisanych przez noblistów, jeżeli ją nudzą.

 

Wyznaje obrazoburcze poglądy: że czytelnik nie musi kochać wielkich poetów ,,bo są wielcy”, że literatura przeważnie ma termin przydatności do spożycia, i że nie ma co padać na kolana, skoro można wygodnie posiedzieć sobie w fotelu, na przykład w barze.

 

I właśnie dlatego powstała ta strona. A może też z jakichś innych powodów, które jeszcze nie przyszły jej do głowy. Obiecuje, że jak przyjdą, to może o nich napisze, albo i nie.